„Przy wódzie bez wódy”

Przy wódzie bez wódy

W Movytzy dzieją się różne rzeczy, inicjatywy – wychodzące od naszych gości, czy też od nas samych. Czasem też dzieje się tak, że po prostu trafiamy na odpowiednie osobowości, które przy pomocy jakiegoś zbiegu okoliczności czy innego ustawienia konstelacji gwiazd powodują, że MOVYTZA staje się miejscem niesamowitych spotkań. Dzięki tym spotkaniom jesteśmy w ciągłym intelektualnym/fizycznym rozwoju – uczymy się, studiujemy, zyskujemy odpowiednie narzędzia do codziennej pracy nad sobą, czy w ogóle w życiu.

Możemy opowiadać wiele o wszystkich warsztatach, które u nas się odbywają, ale póki jestem na świeżo – chciałbym opisać inicjatywę rozpoczętą przez Pawła Miąska – psychologa i psychoterapeuty i niejako (hehe) moją Żonę Anię. Dlaczego ukryty śmiech w poprzednim zdaniu? Ponieważ warsztat, o którym chcę opowiedzieć to „Męska Sprawa” – spotkanie, na które mają wstęp tylko mężczyźni.

Stąd też taki tytuł tego wpisu na blogu. W skrócie można by opisać, że są to spotkania mężczyzn, którzy rozmawiają na tematy ważne, o których zazwyczaj zaczyna się mówić po kilku głębszych, z tą różnicą, że u nas tych głębszych brak. Rozmawiamy o tematach, o których na pewno każdy z nas – facetów rozprawiał przy wodzie ognistej, ale jakoś tak na trzeźwo już nie bardzo jest na to przestrzeń, czas… I śmiałość? Poza tym po tej wodzie zazwyczaj niewiele też się pamięta. Wnioski, które w trakcie tych rozmów były takie oczywiste i genialne na drugi dzień stają się rozmyte. Pamiętamy je trochę jak przez mgłę, a geniusz tych pomysłów i idei jest już przyćmiony – stracił swój blask.

Warsztat ten daje nam tę przestrzeń, miejsce i czas. Mamy możliwość podjęcia tematów, które nie przychodzą do głowy nawet przy tej tytułowej „wódzie”. Tak naprawdę wątków jest tysiące i co spotkanie wybieramy kolejne, odkrywając odpowiedzi na postawione sobie pytania. Ze względów na „kontrakt” (uczestnicy warsztatów z Pawłem wiedzą o czym piszę 😉 ) nie mogę opowiadać i cytować wypowiedzi uczestników, ale mogę przynajmniej nakreślić pytania jakie padły.

– Jakim jestem mężczyzną?

– Czego potrzebuję, aby być mężczyzną?

I wiecie co? Macie racje – tyłka nie urwało. Bo internet i przeglądanie co chwile nowych treści wcale nie pomaga w odpowiedzi na jakiekolwiek pytania. Żeby opisać to, czego doświadczyłem podczas tych warsztatów po prostu trzeba byłoby spędzić ten czas w grupie osób, bez żadnych telefonów, sygnałów z zewnątrz – w towarzystwie ważnych tematów, które wywołują dyskusje, a czasem po prostu milczenie. Każdy też może zadać sobie pytanie „na cholerę mi w ogóle takie spotkania? Po co ja mam sobie zadawać te pytania? A już w ogóle odpowiadać?”. I ja odpowiem, że jasne – nie trzeba. W ogóle nic nie trzeba. Ale żyć trzeba – a ja bym chciał przeżyć to życie blisko siebie, chcąc więcej od tego życia. Więc znajduję tę przestrzeń, miejsce i czas – i odpowiadam sobie na te pytania w gronie doborowego towarzystwa i… Wiem po prostu więcej. Świadomie.

PS. To jedyny warsztat, podczas którego można przeklinać. 😉

PS2. Oczywiście w ramach zdrowego rozsądku.

PS3. Kolejny warsztat 17-go listopada o 17:30!