Trzy słowa, które towarzyszą mi przy reżyserii eventów

Co towarzyszy mi przy reżyserii/koordynacji eventów?

Każdy wpis na blogu powstaje z mieszaniny dużej dawki emocji oraz naszej wiedzy, dotyczącej teatru i tańca. Każdy projekt, który bierzemy pod nasze skrzydła powoduje, że te emocje są silne, żywe i są pewnego rodzaju paliwem, dzięki któremu doprowadzamy wszystko z punktu A do punktu Z. Droga, którą przechodzimy do efektu widocznego na finał każdego projektu jest trudna, żmudna i czasem wykańczająca. Dzięki tym wszystkim składowym, które wymieniliśmy w poprzednich zdaniach, tworzymy jeden wielki kulturalny kocioł, a w nim wywar posiadający smak, którego nie da się zapomnieć. Smak sukcesu.

Jest to coś w rodzaju uczuć towarzyszących ludziom, podczas narodzin dziecka. W trakcie studiów aktorskich w PWST podczas zajęć z Elementarnych Zadań Aktorskich, prof. Jerzy Święch przestrzegał Nas, by nie zabijać swoich „dzieci”. Naszymi „dziećmi” były spektakle, krótkie formy teatralne przedstawiane podczas egzaminów. Praca, którą aktor/reżyser/twórca teatralny wkłada w to, aby wystawić sztukę teatralną kojarzona jest przez nas z doniesieniem dziecka do narodzin. Brzmi to górnolotnie, jednak nie raz i nie dwa doświadczaliśmy procesu tworzenia… A przy doświadczeniu narodzin naszego prawdziwego syna, zawsze mówiliśmy, że jest on najważniejszą premierą w naszym życiu.  Ale nie o tym jest ten wpis.

Jeśli ktoś zapytałby nas o przepis na udany event, to zacząłbym rozmowę od głębokiego wdechu i wydechu. Bynajmniej żeby odpowiedzieć jednym długim zdaniem. Na pewno za kilkadziesiąt lat w branży spróbujemy takie zdanie złożyć, jednak póki co… Podam trzy słowa, które mi towarzyszą zawsze – przy tego typu wydarzeniach.

Przygotowanie.

Są dwa typy ludzi. Tacy, którzy zostawiają sobie wszystko na ostatni moment oraz tacy, którzy robią wszystko z wyprzedzeniem. Wróćmy do czasów studiów. Studiujemy, chodzimy na zajęcia, wykłady i słuchamy tęgich głów. Mamy już tak tęgą głowę, że już nic się do niej nie mieści. Kiedy zaczynamy uczyć się do sesji? Na początku października, czy dopiero jak sesja zapukała już do naszych drzwi? Dzięki Szkole Teatralnej i egzaminom w akademii nie było mowy o tym, aby uczyć się na ostatni moment. Przecież nie nauczę się choreografii w 1 dzień przed egzaminem. No dobra, nauczymy się – ale stawia to w bardzo nieprofesjonalnej sytuacji naszych partnerów scenicznych. Praca nad spektaklem rozpoczynała się od pierwszych zajęć, niezależnie od tego czy to był dyplom aktorski, czy egzamin z 3-go roku studiów. Te doświadczenia przekładamy na naszą pracę. Jeśli chcesz, aby każdy miał komfortową sytuację na każdym etapie realizacji eventu – przygotuj to. Pościel to łóżko, aby każdy mógł się wyspać.

Przejmowanie.

Podczas tych warsztatów, rozmawiając z Marjon van Grunsven często słyszałem, żebym czymś się nie przejmował. Dotarłem w końcu do tego, dlaczego tak dużo się przejmuje. Za każdym razem, podczas każdego projektu zmartwienie oraz przejmowanie malowało się na mojej twarzy, co widzieli moi współpracownicy. W końcu, gdy już odpocząłem i mogłem spokojnie wszystko przemyśleć, dotarłem do pewnego wniosku. Jeśli przestanę się przejmować – stracę pasję. Nie muszę się zamartwiać, ale CHCĘ się przejmować, bo zależy mi na jak najlepszym efekcie. Nie jest to konieczne, bo w końcu można zatrudnić innych ludzi, którzy będą się przejmować za Ciebie. Jest to jednak coś, co mi pomaga w utrzymaniu jakości każdego wydarzenia, które mam pod swoimi skrzydłami. A propos tego punktu przypomina mi się anegdota, gdy reżyser zapytał każdego ze swoich aktorów, co czują wchodząc na scenę, tzn. jak ich ciało reaguje. Pocące się dłonie, problemy z jelitami, spięcia, które trzeba cały czas rozluźniać… Każdy miał „coś”. Wtedy ten reżyser odpowiedział, żeby zapamiętali te ‘stany skupienia’ bo jak już to zniknie, to nie będzie, to w ich sposobie grania zniknie ta pasja, którą mają. Jako zawodowy aktor po części zgadzam się z tym, jak i nie zgadzam. Zgadzam się, ponieważ jest to pewnego rodzaju analogia do tego, co ja nazywam „Przejmowaniem się”. Moja niezgoda wynika z tego, że istnieje takie coś jak „Higiena pracy aktora/tancerza” i żeby utrzymać się w zawodzie, nie możemy poddawać się stresowi w tak dużej dawce, by oddziaływała ona na ciało w sposób traumatyzujący. Pewnego rodzaju mobilizacja musi być, gdy wchodzę na scenę – jednak nie mogę codziennie stresować się tak, jakbym za każdym razem  podchodził do [tu wpisz najbardziej stresujące doświadczenie w swoim życiu.]

Zadbanie.

Dbasz o wszystko. Podczas organizacji wydarzenia, dbasz o to, aby każdy wiedział co robi,  dbasz o dobre samopoczucie każdego uczestnika. Jeśli nie jesteś w stanie o wiele rzeczy sam zadbać – oddeleguj to, aby ktoś inny o to zadbał. Nie ma nic gorszego, niż niedbalstwo. Zadbaj o to, aby artystom niczego nie brakowało. Zadbaj o to, aby sprzątaczka miała czym posprzątać. Uśmiechnij się do niej i zadbaj o jej dobre samopoczucie, aby dobrze wykonała swoją pracę. I nie rób tego ze sztucznym uśmiechem, dlatego bo przeczytałeś te swoiste porady, albo gdzieś to usłyszałeś. Dbaj o atmosferę w przestrzeni, w której tworzysz – a zobaczysz jak wróci to wszystko z nawiązką.

Wpis miał być o tym, co przeżyłem podczas organizacji i koordynacji I Międzynarodowych Warsztatów w Rybniku: Taniec i Ruch… po części tak się stało. Jest to pewnego rodzaju podsumowanie, które będzie moim CREDO przy organizacji tego typu wydarzeń. Bo w miarę jedzenia, rośnie głód, a wiem że jeszcze w Polsce wiele tego typu wydarzeń mnie czeka.